Search the resting place of Polish airmen

The database contains 7325 names of Polish airmen buried in military cemeteries around the world..

How do I search?
Please enter the name in the box below. It is not necessary to mention all the names of airmen.If you enter first three letters the application will prompt you the names of airmen. To access the details select the airmen by clicking the mouse on the selected option menu.

Searching for burial sites by name:

STANISŁAW JÓZEF
SZABLOWSKI



Updated: 2011-12-30
Official Number
76818

Rank
polski: kpt.pil./51 OTU/
brytyjski: F/Lt

Date of birth
1915-05-17

Date of death
1944-04-06

Cemetery
mapa
BROOKWOOD MILITARY CEMETERY
Wsp. 51.300348, -0.642043

Grave
Plot 27 Row B Grave 9.
Photo of grave

Country
Wielka Brytania

Period
World War II

Source
Zdjęcia: WyrdLight-McCallum Photography     
www.WyrdLight.EU for commissioned photography     
www.WyrdLight.COM for special interest photography     
    
Biogram Regina Lutyńska via Jerzy Klijanienko-Pienkowski     
    
Urodził się 17 maja 1915 roku na Wołyniu,był synem Eleonory ze Słubicz-Załęskich i Jana Bończa-Szablowskiego. Uczył się w Gimnazjum Humanistycznym im. St. Konarskiego w Dubnie na Wołyniu. Już w pierwszej klasie został harcerzem. Do roku 1934,czyli do czasu zakończenia nauki w Gimnazjum ,był zastępowym ,a następnie przybocznym dha Jana, Józefa Wiłkojcia - drużynowego i jednocześnie Komendanta Hufca. Przy Gimnazjum istniała Drużyna im. T. Kościuszki, którą opiekowali się profesorowie, a starsi harcerze opiekowali się i kierowali pracą młodszych. Dh. Stach był bardzo zaangażowany i miał korzystny wpływ na młodzież. W tym okresie uzyskał stopień Harcerza Rzeczypospolitej.     
Niezależnie jednak od nauki w Gimnazjum i pracy w harcerstwie dużo czasu poświęcał rysunkom i konstrukcji różnych typów samolotów. W domu jeden pokój oraz strych były zapełnione rysunkami i modelami samolotów różnej wielkości. W roku 1934 zorganizował w Mizoczu na Wołyniu męską drużynę harcerską im. Zawiszy Czarnego. Prowadził z harcerzami rozmowy ucząc koleżeńskiego współbycia, szlachetności, miłości ojczyzny, uczciwości i ofiarności na rzecz ogółu. Drużynowym honorowym męskiej Drużyny harcerskiej w Mizoczu pozostał do czasu II-giej wojny światowej. Dalszą naukę mimo pewnych obiekcji Rodziców, rozpoczął w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, a po jej ukończeniu został skierowany do 6-go Pułku Lotnictwa (Skniłów) we Lwowie. Zamiar dalszych studiów nad konstrukcją samolotów udaremniła wojna.     
Eskadra Bombowa 4 wyruszyła z lotniska 31 sierpnia 1939. Pilotem jednego z samolotów był dh. Stach. Lądowali w miejscowości Nosów koło Białej Podlaskiej - było to pierwsze wojenne lotnisko polowe. Potem były inne lotniska i loty zgodnie z poszczególnymi rozkazami dowództwa. Sytuacja była trudna już w pierwszych dniach nic wróciło osiem załóg. Dh Stach wysłany został 4 września z meldunkiem do Dowództwa Lotnictwa w Warszawie i widział jak samoloty niemieckie bombardowały po południu Pragę. Potem w czasie lotów obserwował ze smutkiem jak niemieckie samoloty ostrzeliwały lub bombardowały bezbronnych ludzi na polnych drogach i nie można było temu zapobiec. Wojska niemieckie nacierały ze wszystkich stron i w związku z tym musieli przenosić się na inne lotniska. 17 września 1939, jak grom z jasnego nieba, nadeszła wiadomość, że bolszewicy przekroczyli granicę polską i szybko posuwają się w głąb Polski. Rozkaz był jednoznaczny, muszą przekroczyć jak najprędzej granicę rumuńską.     
Graniczną rzekę przekroczyli 18 września o godzinie 3.15. Pobyt w Rumuni trwał do grudnia. Początkowo miejscowe władze rozmieszczały ich w domach prywatnych. Dh Stach zamieszkał w miejscowości Radauti przy Strada-Stefan cele Marc 46. Gospodarzami mieszkania byli Żydzi uciekinierzy z Austrii - okazali oni trudną bo bezinteresowną gościnność. Następnie w miejscowości Tulcea mieszkał u miejscowego Popa. Niestety potem byli zmuszeni do wyjazdu w nieznane. 2 października przyjechali do miasteczka Calafat na południu Rumuni. Okolica była malownicza,po drugiej stronie Dunaju widoczne byty mury miejscowości Vidin w Bułgarii. Ucieczka jednak była niemożliwa, bo Bułgarzy zatrzymanych Polaków oddawali ponownie w ręce rumuńskich władz. Okazało się, że był to obóz. Warunki bardzo trudne, bramy zamknięto jak za przestępcami. Po pewnym czasie jakiś rumuński generał zezwolił oficerom na wychodzenie do miasta. W niedzielę 8 października pierwszy raz, od chwili wybuchu wojny, mogli być w kościele. Przy słowach "..Ojczyznę ,wolność racz nam wrócić Panie" dostawali skurczu w gardle. W ostatnich dniach listopada dh Stach zamieszkał w poza obozem(Rada Negru 7 u Mmee Giuside) - otrzymał rozkaz organizowania wyjazdów osób internowanych w obozie. Udało się znaleźć osobę, która miała przemycać ludzi do Bukaresztu. Kolejne grupy odjeżdżały co trzy dni. 7-go grudnia przeniesiono obóz do innej miejscowości, ale wcześniej udało się ukryć 250 osób w opuszczonych domach. Po odprawieniu kolejnych odjeżdżających, dh Stach mimo przebrania się, został rozpoznany. W związku z tym nie mógł już organizować odjazdów innych osób i sam musiał wyjechać do Bukaresztu, a następnie do Konstanty , by 21 grudnia odpłynąć na okręcie Transilvania .Do Beirutu dotarli 27 grudnia. Było to bardzo piękne miasto, a ludzie odnosili się niezmiernie życzliwie do przybyłych polskich żołnierzy. W swoich wspomnieniach dh Stach pisał, że często zapraszano ich do domów prywatnych i że w czasie tych wizyt dużą przyjemność sprawiały wieczory spędzane na zabawach z czarnookimi arabskimi dziećmi. Potrafiły one świetnie się bawić, a jednocześnie byty bardzo miłe i posłuszne. W dalszą drogę wyruszyli 16 stycznia na S/S Explorateur Grandider i po pięciu dniach dotarli do Marsyli .    
We Francji mieszkał w miejscowości Caussade(23 styczeń-11 marzec) u państwa Mouissot z którymi bardzo się zaprzyjażnił. Nie wszyscy jednak Francuzi byli tak dobrze nastawieni do przybyłtych Polaków. Często mówili "po co tu przyjechaliście...co teraz będzie jeżeli Niemcy uderzą na Fancję". Kontakt z Francuzami miał łatwy ponieważ znał nieźle język francuski. Dh Stach przebywając często z żołnierzami stwierdził, że mimo przeciwności losu, polscy żołnierze zachowywali lojalność i dyscyplinę, a w zamian wymagali "serca" i umieli docenić okazywaną im uwagę. Z Caussade wyjechał do Paryża i tam przebywał od 12 marca do 7 kwietnia 1940 roku.     
Do ogromnego angielskiego portu Southampton dotarł 8 kwietnia. Potem razem z kolegami przechodzili szkolenie i szlifowanie języka angielskiego. Tam spotkał dha Wiłkojcia i byli razem przez parę miesięcy. Potem drogi Ich rozeszły się, bo zostali przydzieleni do różnych dywizjonów, ale kontakt utrzymywali. Dh Stach był początkowo w miejscowości Blackpool potem w Carlisle gdzie mieszkał u bardzo miłych Szkotów, państwa Ferguson. W tym okresie doszła wiadomość, że wojska niemieckie weszły do Paryża (14.V1.1940).Nadchodziły smutne wiadomości z kraju i ze świata. Od 20.VIII.-22.X. Dh Stach przebywał w miejscowości Hucknall gdzie ukończył O.T.U. Bombowe (OTU - Operation Training Unit), był to ośrodek szkolenia bojowego. Od 23 października 1940 roku dh Stach był pilotem w 307 Lwowskim Dywizjonie Myśliwców Nocnych. Ponieważ latali w nocy przyjęła się powszechnie nazwa "Lwowskie Puhacze", a por. pilot Antoni Waltoś zaprojektował odznakę Dywizjonu - puhacz na tle półksiężyca niszczący szponami samolot nieprzyjacielski.. Dh Stach najwięcej lotów odbył z radio-obserwatorem Henrykiem Gajewskim. Loty nocne były trudne i niebezpieczne. W nocy z 5/6 sierpnia1942r. lecieli w kierunku Zatoki Lyme i nagle nad nimi pojawił się niemiecki samolot. Podeszli do niego blisko i ostrzelali. W blasku płomieni rozpoznali(bombowiec) Ju 88. Otrzymali gratulacje z ziemi, zanim zdołali zameldować. Dowództwo Eskadry A w Dywizjonie 307 Dh Stach objął 11 listopada 1942 roku, po odchodzącym kpt. W.Różyckim. Latali w tym czasie na samolotach typu Mosquito. Pierwszy nocny lot "rangerowski"na kontynent europejski nad Francją odbył dh Stach 17/18 maja 1943 roku (ranger - samodzielne szukanie i atakowanie nieprzyjacielskich celów naziemnych). Bardzo trudny był lot nad Belgią 25 maja, noc była bardzo ciemna, zła pogoda i ostry ostrzał nieprzyjaciela. Potem było jeszcze wiele lotów. Dh Stach zapoczątkował loty nad Zatokę Biskajską.W czasie jednego lotu,14 czerwca natknęli się na 5 niemieckich łodzi podwodnych(U-booty),które miały za zadanie niszczenie brytyjskich statków z zaopatrzeniem. W rezultacie ataku dwie niemieckie łodzie zostały poważnie uszkodzone, ale Niemcy też strzelali i samolot dha Stacha został trafiony w lewy silnik. Lecący za swoim dowódcą por. pilot Jerzy Pełka aby rozproszyć uwagę nieprzyjaciela zaatakował jedną z łodzi ściągając ogień na siebie. Był to wspaniały czyn "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Powrót był trudny, dh Stach mając tylko jeden silnik musiał pokonać 476 mil. Trzeba było wykazać się dużą umiejętnością ,ale wylądował pomyślnie na lotnisku Predannack otrzymując podziękowanie ze Sztabu Polskich Sił Zbrojnych i z Dowództwa Royal Navy. 19 czerwca nad Zatoką Biskajską natknęli się na niemiecką latającą łódź Blohm Voss 138.W ataku brały udział cztery samoloty(trzy samoloty Eskadry i jeden samolot kanadyjski).Łódź została zatopiona. 21 czerwca ,na północ od wód terytorialnych Hiszpanii trzy samoloty Eskadry dowodzonej przez dha Stacha natrafiły na dwa transportowce niemieckie, po krótkim ataku jeden transportowiec przykryła chmura dymu. Loty nad Zatoką Biskajską kontynuował do końca lipca 1943 roku. Z Dywizjonu "Nocnych Lwowskich Puhaczy" dh Stach odszedł 3 sierpnia 1943 roku, żegnając się ze swoją bardzo mu bliską Eskadrą "A". Został przeniesiony do 0.T.11.54 w Charter Holl na stanowisko seniora i instruktora. Zarządzeniem, z dnia 27 października 1943 roku,L.Dz.1336,Nacz,elnego Wodza Generała Broni Sosnkowskiego odznaczony został Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego "Virtuti Militari", a wcześniej był odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych. 21 grudnia 1943 roku przeniesiony został do O.T.U. 51 w Cranfield na takie samo stanowisko. Nie było czasu, w tym trudnym okresie wojny, na sprawy harcerskie, ale pozostawał wierny przyrzeczeniu- nie pił ,nie palił. W walizce z drobiazgami, które powstały była m. in. książeczka do nabożeństwa z miłym podpisem księdza i św. obrazek, który otrzymał jeszcze przed wojną od swojej młodszej siostry z podpisem "dla Stasia". Był jednak w jakiejś łączności z harcerstwem o czym świadczy Jego bytność na Międzynarodowym Zlocie Harcerskim w Oxfordzie w lipcu 1942. Pozostały z tej bytności dwie wykonane przez Niego fotografie. W 1943 roku spotkał się jeszcze raz z dh Wiłkojciem i spędzili razem parę dni. Zginął 6 kwietnia 1944 roku nad hrabstwem Surrey nieopodal Weybridge w Anglii. Pochowany został na wojskowym angielskim cmentarzu w Brookwood. Pozostał po Nim notatnik ze wspomnieniami, trochę drobiazgów i paczka listów od przyjaciół z Dywizjonu 307,o,d przyjaciół z lat dawnych i od nowych angielskich.Niektóre listy nadeszły już po 6 kwietnia i nie mógł ich już przeczytać.     
Dh Wiłkojć już po wojnie napisał "Tak dziwnie losy człowieka się układają: przez przeszło 3 lata był w Dywizjonie operacyjnym z tego 2 lata latał w nocy narażony na zestrzelenie przez Niemców i przez własną artylerię przeciw lotniczą, około 500 mil leciał na jednym silniku i wylądował szczęśliwie - był to wyczyn nadzwyczajny, a tym razem - mimo takiego doświadczenia - nie mógł nic zrobić, na skutek wady silnika samolot runął".