Search the resting place of Polish airmen

The database contains 8478 names of Polish airmen buried in military cemeteries around the world..

How do I search?
Please enter the name in the box below. It is not necessary to mention all the names of airmen.If you enter first three letters the application will prompt you the names of airmen. To access the details select the airmen by clicking the mouse on the selected option menu.

Searching for burial sites by name:

Józef
Rudzki



Updated: 2023-01-06
Rank
Kmdr por. pil. obs.

Date of birth
1906-10-20

Date of death
1998-09-07

Cemetery
Grave
Rodzinny: 12B/ 2/ 31
Photo of grave

Country
Polska

Period
The post war period

Source
Informacja i zdjęcie lotnika: Mariusz Konarski.    
Biogram: dr Mariusz Konarski.    
    
Kmdr por. pil. obs. Józef Rudzki    
Wiedza o postaciach związanych z morskimi skrzydłami II RP bywa niepełna. Dzieje się tak gdy baza źródłowa jest skromna. Dobrze jeśli można ją uzupełnić o relacje i bezpośredni kontakt z opisywaną osobą. Miałem to szczęście kilkakrotnie gościć u kmdr ppor. pil.obs. Józefa Rudzkiego w jego warszawskim mieszkaniu.     
Urodził się 20 października 1906 roku w Żytomierzu na Podolu. Tam ukończył szkołę powszechną i podjął naukę w gimnazjum. W lipcu 1920 roku wraz z grupą gimnazjalistów wstąpił ochotniczo do wojska by bronić Ojczyzny przed bolszewicką nawałą. W ramach Batalionu Ochotniczego 8 Pułku Legionów wziął udział w ofensywie nad Wieprzem. Po zakończeniu działań wojennych kontynuował przerwaną naukę. Lotniczego bakcyla połknął jeszcze w gimnazjum gdy znajomy rodziców, pilot - zabrał go po raz pierwszy w powietrze.     
Jego marzenia o lataniu spełniły się w październiku 1928 roku. Po egzaminach wstępnych i bardzo surowym teście medycznym przyjęto go do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Po dwóch latach nauki młodego podporucznika obserwatora skierowano do Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. W maju 1931 roku poślubił Czesławę Giertych w Warszawie. W 1932 roku przełożeni skierowali go na kurs pilotażu do dęblińskiej "Szkoły Orląt". Pod twardą ręką kpt. pil. Henryka Żwirko ukończył kurs z 7. lokatą. Po powrocie do jednostki szkolił młodych pilotów morskich.     
W 1935 roku wziął udział w polskim filmie fabularnym, melodramacie Leonarda Buczkowskiego "Rapsodia Bałtyku", który kręcono m.in. w Pucku. Tak to wspominał - w nakręcaniu filmu brali udział oprócz aktorów marynarze MDLot., a loty wykonywali kpt. pil. Antoni Wacięga i ja. Część była kręcona na lotnisku w Pucku. Pamiętam jak na kranie dźwigowym wisiał samolot "Schreck", a na dwóch innych jakaś pompa z silnym strumieniem wody oraz jakaś wielka dmuchawa robiąca wiatr - wszystko to razem robiło wrażenie silnego falowania. W samolocie siedzieli aktorzy, a zdjęcia oryginalne na morzu były robione z udziałem moim i kapitana Wacięgi. Na zakończenie kręcenia filmu było przyjęcie w puckim kasynie dla aktorów.     
W połowie lipcu 1935 roku przeżył chwile grozy podczas wykonywania akrobacji na samolocie Bartel BM-300. W trakcie wychodzenia z korkociągu zapalił się silnik i pilot oraz uczeń por.mar.obs. Jerzy Strałkowski musieli skakać z płonącej maszyny na spadochronach.     
W 1936 roku ukończył w Pucku kurs pilota wodno szybowcowego organizowany przez Związek Strzelecki. W tym samym roku wziął udział w jesiennych manewrach floty, które spowodowały poważny wstrząs dla personelu MDLot.     
- Było to w październiku lub listopadzie 1936 roku - opowiadał komandor J. Rudzki. Podczas manewrów lotniczo-morskich otrzymaliśmy zadanie odszukać i podać pozycję naszych okrętów, które występowały w roli okrętów nieprzyjacielskich. Komunikaty meteorologiczne nie zapowiadały złej pogody. Wystartowaliśmy około godziny 14.00 w trzech grupach patrolowych. W pierwszym patrolu poleciały 2 Lubliny R-XIII, w drugim R-XIII zaś w trzecim Lublin R-VIII.     
Leciałem wtedy z R-XIII z por.mar.obs.Eligiuszem Ceceniowskim, towarzyszył nam R-XIII sterowany przez bosmata pil. Aleksandra Ostrowskiego z por.mar.obs. Zdzisławem Juszczakiewiczem. W czasie patrolu wiatr gwałtownie zmienił kierunek na zachodni spychając samoloty daleko w morze. Musieliśmy wodować z powodu braku paliwa na wzburzonym morzu około 30 mil morskich od Helu. Zmierzchało już gdy uderzenie fali połamało zastrzały pływaków, które na szczęście dla nas podeszły pod skrzydła. Dzięki temu R-XIII utrzymywał się na powierzchni morza. Staliśmy w kabinie zanurzeni do pasa w wodzie. Po kilku minutach zobaczyliśmy wodujący w oddali drugi R-XIII. Nakazałem obserwatorowi , aby wystrzelił czerwone rakiety. Niestety pomoc nie nadeszła. O świcie zauważyliśmy dwa kutry rybackie płynące w naszym kierunku. Wystrzeliliśmy ostatnia rakietę. Rybacy zauważyli nas. Okazało się, że były to niemieckie kutry z Piławy. Rzucili nam liny. Obwiązaliśmy silnik samolotu i przeszliśmy na linie na pokład kutra. Odetchnęliśmy z ulgą i daliśmy znać o drugim wodnosamolocie, którego załoga wkrótce znalazła się na pokładzie. Niestety ich R-XIII zatonęła. W samolocie mieliśmy tzw. żelazną porcję, a że byliśmy mokrzy, zziębnięci i głodni, sięgnęliśmy po nią. Była to puszka z sucharami oraz butelka francuskiego koniaku. Po paru godzinach holowania rybacy zakomunikowali nam, że nie dopłyniemy do portu gdyż kończy się paliwo. Cóż było robić. Poprosiłem nóż i przeciąłem linę łączącą jednostkę rybacką z samolotem.     
W Piławie zajęła się nami policja. Spisano protokół. Przybył polski konsul i odjechaliśmy do Królewca. Trzy dni przesiedzieliśmy internowani w hotelu. Kurier dyplomatyczny dowiózł nas do Pucka.     
W dywizjonie złożyliśmy meldunek o całym zajściu. Napisaliśmy także o naruszeniu żelaznej porcji. Okazało się, że według przepisów mogliśmy naruszyć ją dopiero po 24 godzinach. Ponieważ naruszyliśmy ją znacznie wcześniej to płatnik z kwatermistrzostwa przypisał nam jej koszt do zwrotu. Wyszła z tego niezła heca i "biedny" płatnik długi czas był obiektem kpin lotników.
    
Młody oficer, jak pisze Franciszek Kusiak w swej książce o oficerach II RP latał z iście ułańską fantazją: Ciekawą zabawę upodobał sobie kpt. pil. (por.mar.pil. - przyp. M.K.) Józef Rudzki latając hydroplanem wzdłuż półwyspu Hel, lotem koszącym spędzał plażowiczów do morza lub w zarośla. Pech chciał, że wpędził do wody generała, dowódcę dywizji z Grudziądza, który wniósł skargę do Dowódcy Floty. W relacji podaje, że za ten przejaw fantazji został p[rzez admirała ukarany trzydniowym aresztem domowym.     
W ostatnim roku pokoju dowodził Plutonem Towarzyszącym w Rumi. Wraz z por.mar.obs. Zdzisławem Juszczakiewiczem wykonywali kloty zwiadowcze w głąb terytorium niemieckiego.     
Pełnił również funkcję adiutanta dowódcy dywizjonu kmdr por. pil. Edwarda Szystowskiego.     
Pierwszego dnia wojny ewakuował prototyp wodnosamolotu RWD-17W na Hel. Pisał o tym następująco: Wodnosamolot RWD-17 osobiście przebazowałem lotem z Pucka do Juraty w dniu 1 września 1939 roku, po zbombardowaniu lotniska w Pucku. RWD-17 nie nadawał się do dłuższego lotu niż 30 minut z uwagi na wadę silnika, którego olej smarujący, po pół godzinie pracy zagrzewał się do temperatury powyżej 100 stopni, co groziło zatarciem cylindrów i pożarem, a usterka ta nie była usunięta. Wodnosamolot miał zdemontowane skrzydła, złożone wzdłuż kadłuba.     
We wrześniu 1939 roku wykonał dwa nocne loty bojowe. Podczas drugiego lotu z 7/8 września wraz z por.mar.obs. Z. Juszczakiewiczem nadlecieli R-XIII nad Gdańsk gdzie ostrzelali świętujących zdobycie Westerplatte Niemców.     
W przeddzień kapitulacji Helu wraz z grupą oficerów próbował przedostać się kutrem rybackim do Szwecji. Ucieczka nie powiodła się. Do stycznia 1945 roku przebywał w obozach jenieckich w Nienburgu, Spittalu nad Drawą i Woldenbergu. Z niewoli powróciło Pucka. Pracował w magistracie w referacie spraw wojskowych. Po roku przeniósł się do Warszawy i podjął pracę jako pilot komunikacyjny w PLL "Lot". Po trzymiesięcznym kursie został pilotem maszyn typu DC-3. Latał na krajowych i międzynarodowych szlakach naszego przewoźnika.     
W 1951 roku w ramach stalinowskich czystek wyrzucony z pracy. Do odwilży październikowej pracował jako urzędnik w PKP, po czym został pilotem instruktorem w Aeroklubie Warszawskim. Wkrótce powołano go na stanowisko inspektora służby operacyjnej w Zarządzie Głównym Aeroklubu PRL. W 1972 roku odszedł na zasłużoną emeryturę.     
Z lotnictwem nie zerwał kontaktów. Wstąpił do warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, w którym pełnił m.in. funkcję sekretarza. Brał udział w spotkaniach i zlotach weteranów polskich skrzydeł oraz popularyzował ich tradycje.     
W lipcu 1995 roku uczestniczył w uroczystości z okazji 75. rocznicy powstania "morskich skrzydeł" Rzeczpospolitej.     
Odszedł na wieczną wachtę 7 września 1998 roku. W ostatniej drodze towarzyszyli mu seniorzy lotnictwa, przedstawiciele PLL "Lot" i Aeroklubu Rzeczypospolitej oraz lotnicy morscy z Gdyni. Spoczął na warszawskim cmentarzu na Bródnie.     
W uznaniu zasług odznaczono go m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Medalem Lotniczym.